sobota, 2 grudnia 2017

4

Miesiąc przerwy od rozciągania. Trzy tygodnie nie ruszania się w ogóle ze względów zdrowotnych. Czuję się skiśnięta jak nigdy.
Podchodzę do tego rozciągania ze sceptyzmem i spokojem, bo nie liczę na wiele. A tu się okazuje... że po tym czasie jestem w stanie zejść niżej niż kiedykolwiek! Jak to się stało? :D
Oczywiście na prawą nogę ten stan rzeczy, lewa jest trochę nadwyrężona i o wiele wiele mniejszy progres na niej widać niestety.

Ale takie niespodzianki bardzo motywują :) Widocznie moje ciało nie lubi ciągłego "ciśnięcia", bo wiele razy czułam po długoterminowym rozciąganiu, że mam wieczne zakwasy i nie dawałam się ciału zregenerować.

Daj czas czasowi. Nie da się szybko, na już, na wczoraj. Świat nas tego nauczył, ale nasze ciało ma to w nosie. Nie da się szybko przytyć, schudnąć, nabrać masy mięśniowej, rozciągnąć, nauczyć stać na rękach czy uprawiać sportu na zaawansowanym poziomie. A my (ja!) chcielibyśmy, żeby efekt był już teraz i to najlepiej z minimalnym wkładem naszej pracy. Tak się nie da ;)

Wracam do walki!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz