czwartek, 31 sierpnia 2017

1

Tydzień pierwszy:
Co drugi dzień rozciąganie do szpagatu, dni pomiędzy wypełnione ćwiczeniami z zakresu otwierania bioder. 
 W tym sporcie (Pole Dance) rozciągnięcie jest kluczowe i potrzebne do wykonywania niezliczonej ilości figur.

środa, 23 sierpnia 2017

Wyzwanie - szpagat

Motywacja.

Sukces.

Sukcesywność.

Konsekwencja.

Jak bardzo mi jej brakuje! Jak potrzebuję bata nad głową, by chociaż próbować spełnić marzenia... Jak mogę chcieć spełniać te wielkie życiowe, gdy nawet zwykłe systematyczne rozciąganie do szpagatu sprawia mi ogromną trudność? Ta głupia, leniwa, wciąż szukająca wymówek Marta głośno skanduje w mojej głowie hasła, które danego dnia, tygodnia, a nawet miesiąca mają mnie zniechęcić. Ok, przyznaję, że moje ciało na rozciąganie jest oporne. Zawsze tak sądziłam, ale może to wszystko było tylko moim usprawiedliwianiem się? Pomagała mi w tym nadmierna ruchomość stawów, lęk, że wyskoczy mi biodro, zakwasy na następny dzień, lenistwo, lenistwo, lenistwo... Gdy zaczęłam trenować pole dance, nie potrafiłam dotknąć palcami rąk do podłogi. Podczas chodzenia skurczone do granic możliwości zginacze bioder nie pozwalały mi wyprostować ciała. Długo opierałam się na mojej mocniejszej stronie, jaką była siła i nie rozciągałam się więcej, niż chwilkę na zajęciach. Gdy dostałam propozycję zostania instruktorką... trzeba było się wziąć za siebie z każdej strony, tej nierozciągniętej też! Zaczęłam chodzić na stretching, który mimo, że raz w tygodniu dał mi naprawdę bardzo dużo, także jakąś bazę ćwiczeń rozciągających, których jakoś nigdy wcześniej nie potrafiłam sobie logicznie skompletować. I wtedy pojawiła mi się lampka nad głową. Te pozycje rozciągające to nic innego jak joga! Zaczęłam się interesować czymś, co wcześniej absolutnie mnie nie interesowało. Od tamtej pory trwa moje żarliwe postanowienie, by w końcu rozciągnąć się do szpagatu. Ponad 2 lata. Ile od tej pory osiągnęłam? Byłam tak pozaciągana, że w sumie dość dużo. Ale doszłam do pułapu, z którego niektórzy dopiero startują... Gdybym nie robiła zrywów do rozciągania raz na jakiś czas, tylko pracowała sumiennie (a próbowałam, naprawdę!), to pewnie byłabym już o wiele dalej. Ale też czuję, że moje ciało potrzebuje więcej czasu i wielu, wielu powtórek, by w końcu zaufać i wydłużyć mięśnie. A ja?

Potrzebuję bata.

Przypomniałam sobie o tym blogu po 5 latach. Nie miałam na niego pomysłu, pisałam jakieś bźdźiągwy dla nikogo niezrozumiałe - ot bełkot zakochanej 17-latki (zresztą potem nie pykło, a jak już poznałam mojego obecnie Męża - nie potrzebowałam nikomu opowiadać jak jestem szczęśliwa - nie miałam na to zwyczajnie czasu ;) )

Myślę, też że nie jest to aż takie publiczne miejsce jak facebook, by się afiszować, a skrawek miejsca, gdzie będę mogła mieć motywację, by ukazywać moje postępy.

Na początek zdjęcie:

Listopad 2016
Lipiec 2017
Czy ktoś widzi różnicę? Nie. Różnica jest jedynie w biodrach równolegle ustawionych do siebie (jedynie i aż!), ale taki szmat czasu powinien przynieść ze sobą większe efekty. Chyba, że ktoś ćwiczy raz na ruski rok. Ale chcę to zmienić!

Raz w tygodniu będę wstawiać zdjęcie moich maleńkich postępów. Do skutku, do sukcesu, ile będzie trzeba. Trzymaj kciuki.